Najlepsze opracowania każdej lektury!
Medaliony - streszczenie
PROFESOR SPANNER
Komisja ogląda Instytut Anatomiczny. Są w niej także dwaj lekarze, którzy pracowali ze Spannerem. Przybyli wchodzą do ciemnej piwnicy. Tam, w długich cementowych basenach, leżą setki trupów. Wszystkie mają odcięte głowy. Na samej górze leży tors marynarza. Na klatce piersiowej widać tatuaż z napisem „Bóg z nami”. Kolejni przybyli oglądają kadzie z głowami ludzkimi. Głowy są wsypane do nich byle jak, niby kartofle. Głowy pozbawione zostały włosów. W rogu jednej z kadzi widać twarz młodego chłopca, jego oczy są półprzymknięte.
Profesorzy przechodzą do kolejnego domku. Tam, na wystygłym palenisku, stoi duży kocioł z ciemną cieczą. W płynie moczy się wygotowany ludzki tors obdarty ze skóry. Dwa inne kotły są puste. W szafkach znajdują się wygotowane czaszki ludzkie i piszczele. Na stole leżą mydła. Komisja nie zagląda na strych, na którym jest wysypisko czaszek i kości.
Komisja przesłuchuje więźnia. Jest on z pochodzenia gdańszczaninem. Mówi po polsku z obcym akcentem. Pracował u profesora Spannera jako student. Tłumaczy dokładnie i powoli wszystko, czym zajmowali się w Instytucie. Profesor Spanner pisał książkę o anatomii i wszystko, co robił, było z tą książką związane. W Instytucie pracował również inny lekarz Wohlmann.
Więzień przeszedł kurs preparatorski prowadzony przez Spannera i później zaczął z nim pracować. W 1943 roku ukończono budowę oficyny i przeznaczono ją na palarnię. Profesor Spanner nabył maszyny do oddzielania mięsa i kości, ponieważ planowano z kości robić kościotrupy. Studenci na zajęciach oddzielali tłuszcz, żyły i mięso i rozkładali je na osobnych talerzach. Mięso palono. Jednak - ponieważ ludzie z okolicznych domów uskarżali się na smród - zaczęto palić je w nocy, by zmniejszyć uciążliwość dla mieszkańców. Studenci oddzielali też dokładnie skórę. Robili wszystko według zaleceń książki preparatorskiej. Tłuszcz, który zbierali studenci był zamieniany na mydło. Spanner zbierał też skórę i miał coś z niej później robić, jednak więzień nie zna szczegółów tego przedsięwzięcia.
Bezpośrednim przełożonym więźnia był von Begren, który również był preparatorem. Spanner był cywilem. Zgłosił się do pracy w SS jako lekarz. W 1945 roku wyjechał i nie wiadomo, gdzie przebywał. Po jego wyjeździe przychodzącą do niego pocztę przekazywano na adres w Halle an der Saale. Wyjeżdżając lekarz dał wytyczne, co mają robić. Mówił też, że wróci, ale już nie wrócił. Spanner nie zabrał ze sobą przepisu, według którego robiono mydło. Wisiał on na ścianie. Oprócz tej recepty na ścianie wisiała także notatka Bergena, jak oczyszczać kości. Jednak ta czynność nie powiodła się i kości się zniszczyły. Nie dało się z nich robić kościotrupów.
Początkowo trupy przywożono z domu wariatów, lecz było ich zbyt mało. Spanner prosił więc burmistrzów, by zamiast chować zmarłych - przekazywać do Instytutu. Do Instytutu trafiały głównie ciała Polaków, lecz były też i ciała niemieckich wojskowych, skazanych na śmierć i ściętych na uroczystości w więzieniu z okazji przywiezienia nowej gilotyny. Raz trafiło się też ciało z rosyjsko brzmiącymi nazwiskiem.
Ciał z więzienia było pod dostatkiem, jednak Spanner chciał ciał z głowami. Takich dostarczał głównie szpital psychiatryczny. Spanner przechowywał zawsze ciała na zapas. Jeśli któreś nie chciało zmieścić się w kotle, to przecinano je na pół. Z jednego ciała uzyskiwano pięć kilogramów tłuszczu, który przerabiano na mydło. Jego produkcja była tajemnicą, lecz niektórzy studenci zaczęli się domyślać wszystkiego. Gdy Niemcy zaczęli wycofywać się do Rzeszy, tłuszczu było mniej. Gotowe i pokrojone na kawałki mydło Spanner zamykał na klucz w specjalnym pomieszczeniu.
Więzień nie potrafi powiedzieć, dlaczego produkcja mydła była tajemnicą. Wie tylko, że Spanner zabraniał o tym mówić. Do Instytutu przyjeżdżali różni ważni goście. Nie wiedział, że produkcja mydła z ludzkiego tłuszczu jest przestępstwem, choć kiedyś przeszło mu przez myśl, iż może to być nielegalne, skoro Spanner nie pozwala o tym mówić. Na początku brzydził myć się tym mydłem. Brzydził się zapachu, choć dodawano do niego specjalnych olejków zapachowych. Przesłuchiwany dawał to mydło matce, która wiedziała, że jest robione z ludzi. Prała w tym mydle, bo dobrze się pieniło. Według więźnia - Niemcy potrafią zrobić coś z niczego.
Po południu komisja przesłuchuje obu lekarzy pracujących ze Spannerem. Każdy z nich przesłuchiwany jest osobno. Twierdzą oni, iż nic nie wiedzieli o produkcji mydła. Twierdzili, iż w budynku byli po raz pierwszy. Nie znali dobrze Spannera, ale cieszył się on dużym autorytetem w środowisku medycznym.
Każdy z lekarzy twierdził, iż Spanner był w stanie wyrabiać mydło z ludzi. Jeden argumentował to, iż być może robił to na polecenie partii. Drugi sądził, iż powodem był brak tłuszczu w Rzeszy i być może Spanner w ten sposób chciał pomóc krajowi.
DNO
Bohaterką tego opowiadania jest kobieta, która straciła całą swoją rodzinę. Syn nie wrócił do tej pory z obozu jenieckiego. Pyta o niego każdego, kto stamtąd wraca, jednak nikt o nim nic nie wie. Na wspomnienie córki kobieta jedynie płacze, zaś męża widziała ostatni raz w więzieniu w Pruszkowie i od tamtej pory nie ma o nim żadnych wiadomości. Gdy go widziała, wyglądał jak staruszek, tymczasem był on młodszy od niej o trzy lata.
Kobieta chciałaby, by ludzie byli dla niej życzliwi. Kobieta była więźniarką w Ravensbrück. Spędziła tam trzy tygodnie. Później razem z córką została przeniesiona do fabryki amunicji. Później niestety kobiety zostały rozdzielone. Jej córka była bardzo ładna i mądra.
Kobieta martwiła się też zawsze o syna, który często wracał do domu po godzinie policyjnej. W końcu został jeńcem, gdyż brał udział w powstaniu. Ostatnią wiadomość miała od niego w styczniu. Wówczas przebywała już wraz z córką w Niemczech. Wcześniej była więziona na Pawiaku. Tam przed śmiercią spuszczano więźniom krew i robiono zastrzyki. Widziała ludzi, którzy mieli związane ręce i nogi i wygryzione wnętrzności przez szczury, choć ich serce jeszcze biło.
Kobieta opowiada, jak była torturowana podczas zeznań. Bito ją gumową pałką. Połamano jej palce. Bała się, że powie coś, czego nie powinna mówić, ale mimo bólu milczała. Po chwili mówi tylko, że jej syn uczył innych.
Gdy pracowała w fabryce amunicji, była budzona o trzeciej nad ranem. Dostawała czarną kawę i chleb. Pracowała po 16 godzin. Na obiad dostawała zupę z liści. Racje żywnościowe były bardzo małe, dlatego wszystkie więźniarki były zawsze bardzo głodne. Najczęściej zajmowały się produkcją kul do dział i samolotów. Jeśli któraś z kobiet nie wyrobiła dziennej normy, była katowana. Kobiety były karane dosłownie za wszystko. Czasami przetrzymywano je w betonowych bunkrach, kiedy indziej - stawiano na 12 godzin na mrozie lub deszczu.
Więźniarkom nie wolno się było do siebie przytulać, aby się ogrzać. Były wówczas bite. Niezależnie od pory roku chodziły w letnich sukienkach. Jeśli któraś z kobiet umarła, wrzucano jej ciało do bunkrów. Do tych samych bunkrów zamykano bez jedzenia kobiety, które w czymś zawiniły. Kiedyś widziała, jak jedna miała zakrwawione paznokcie, inna zaś ruszała ustami. Kobieta domyśliła się, iż te z głodu jadły mięso trupów. Mężczyźni mieli jeszcze gorsze warunki. Ich bunkry były pod ziemią i kiedy ich tam zamykano, musieli stać po kolana w wodzie.
Gdy przewożono ją z Pawiaka do Ravensbrück, zamknięto ją w bydlęcym wagonie, a do jedzenia dano jedynie bochenek chleba. W każdym wagonie było około stu osób. Przez siedem dni drogi nie dostali nic do picia. Nie mieli też możliwości opuszczenia wagonu. Podczas drogi pociąg ustawiono na bocznicy i kobiety zaczęły wyć. Jeden z niemieckich oficerów zainteresował się sytuacją i kazał otworzyć pociąg. Konwojenci nie chcieli się na to zgodzić, lecz w końcu ulegli. Kobiety zostały wypuszczone i dostały wody. Gdy otwarto wagony z mężczyznami, okazało się, iż wielu z nich podusiło się, bo w każdym wagonie było ich jeszcze więcej niż kobiet. Później pociąg zaplombowano i nikt się już nimi nie zainteresował.
Niektóre z kobiet oszalały. Jedne zaczęły się rzucać i gryźć, inne wykrzykiwały nazwiska i podawały miejsca ukrycia broni. Po przyjeździe do obozu wiele z kobiet zostało zastrzelonych. Kobieta nie pamięta ich nazwisk. Nie dziwi się jednak, że nie potrafiły one przetrzymać trudów podróży - przecież Zobacz całość »
dostęp do całego tekstu oraz wszystkich opracowań lektur dostępnych na stronie opracowane.pl